Krzysiek pisze:Zdaję sobie sprawę, że posiadanie pierdyliona urządzeń na pokładzie łodzi nie gwarantuje sukcesu w postaci złowienia ryby, ale jestem ciekaw jak wyglądały by wyniki, gdyby dać uczestnikom tylko wiosła a jedyną elektronikę mógł stanowić jedynie zegarek Casio z pierwszej komunii.

Dla obeznanych i z dobrym sprzętem praktycznie gwarantuje jeśli tylko jest w łowisku, widać wtedy zarówno każdą rybę, przybliżoną wielkość i można z dużą dozą prawdopodobieństwa określić gatunek, a także widać prowadzoną przynętę. Jedynym drapieżnikiem który jeszcze może "oprzeć się" tej technologii jest boleń i to też nie zawsze bo live scan można nastawić na kilkadziesiąt metrów od łodzi i też go widać pod powierzchnią.
Jeśli ryba nie chce wziąć to zapewniam Cię, że niewielu jest takich którzy oprą się temu (zwłaszcza widząc na ekranie np. około metrowego sandacza) aby nie dać jej w bok lub kark na zwyczajnego szarpaka, a to nic trudnego jak widzisz jak Twoja przynęta płynie na rybę i w którym jest miejscu, nawet tych niby super etycznych.
Przy odpowiednim napłynięciu, odległości i wprawie nie jest problemem nawet naprowadzenie na "okolice głowy". Jest to łowienie które po prostu wyżyna ze świadomości wędkarza etykę właśnie z powodu tej ryby "na wyciągnięcie ręki" która to w ogóle śmie nie reagować na przynętę , jeśli oczywiście uznamy, iż nie jest to tylko wypuszczenie ryby z powrotem do wody. Staje się to zwyczajną gonitwą za lub po rybę lub można powiedzieć wędkarstwem przemysłowym sprowadzonym do uzależniającego sensu gapienia się w ekran aby tylko tą rybę dorwać, dla mięsa, na Fejsa, do gazety, dla sponsora itd. Nie twierdzę, że to nie sprawia lub może nie sprawiać ludziom przyjemności, pewnie sprawia i będzie sprawiać jednak sprowadzanie tego tylko do popularnej "przewagi dzięki technice" czy "zazdrościsz bo sam nie masz"" nie daje pełnego obrazu.
Lublin i cała Polska jest mała, po prostu czasami się o tym słyszy z wiarygodnych źródeł. Ja słyszałem o lubelskich znanych "fachowcach" nawet występujących w tej imprezie i nie mam najmniejszych powodów aby w to nie wierzyć i zakładać że to "tylko u nas".
Aby być uczciwym nie twierdzę broń Boże, że wszyscy zawsze i wszędzie jednak jest to łowienie dające ogromne możliwości rozwoju zwykłej patologii nad wyraz często w tym celu wykorzystywane.
Kogo takie łowienie tworzy i rozwija ?
Proszę sobie wyobrazić po takim łowieniu powrót do " normalnego" wędkarstwa skoro już w tej chwili część "zapaleńców" wku...ia to, że w Polsce łowią mniej i mniejsze niż np. na Ebro czy w Szwecji.
Dla mnie osobiście jest to w jakiś tam sposób akceptowalne na dużych akwenach gdzie jesteśmy na początku ich odkrywania choć równie dobrze zrobi to "zwykłe" echo co do którego nie mam nic przeciwko bo zazwyczaj po zbadaniu terenu po raz któryś tam ludzie często płyną na zwykły waypoint. Dlatego patrząc już tak czysto z perspektywy samej ryby to bez porównania bardziej cenię tą z ręki niż z live telewizora których jest po prostu wszędzie na pęczki. Jestem niemal pewien, że z czasem przybywać będzie akwenów na których będzie to zakazane lub "dzięki temu" wprowadzi się nokill i to na prośbę samych wędkarzy. Także na swój sposób ma to i dobre strony niestety kosztem trzebienia rybostanu. Ludzie zwyczajnie muszą jeszcze do tego dojrzeć, a trzeba zaznaczyć, że u nas była już taka fajna inicjatywa zawodów bez live-a które organizował bodajże Fart. Na zachodzie też powoli zaczyna to wchodzić i być organizowane a na jakiś tam forach, choć szczególnie tego nie śledzę, sami przewodnicy przebąkują, że mają dość całodniowej telewizji dzień w dzień i że nie do końca to jest to.
Dlatego również nie bez powodu można obecnie np. na Fejsie zaobserwować powszechne parcie na zamawianie "super wypas" łódek których budżety często to grubo ponad 100K, przykro tylko, że poza komfortem służą bardzo często do tego co opisałem powyżej.
W wypadku tej imprezy też nie wątpię w te praktyki biorąc dodatkowo pod uwagę kaliber nagród, raczej nocą niż za dnia bo przy takiej ilości łodzi każdy widzi sąsiada i nie wiadomo kto jeszcze skąd obserwuje także trochę się pewnie pilnowali bo zacinanie kilka razy w jednym miejscu na pusto, lub wyholowanie ryby za kapotę jest raczej dla wszystkich oczywiste.
Dlatego też "chwalić Boga" i oczywiście to małe grono osób za ten nokill na Zalewie, a jak już skłują co będzie do skłucia i przepłoszą wizytowaniem tych samych miejsc to zacznie się z czasem dobre łowienie z brzegu, mam nadzieję
